Archive for October 2010

Na zachodzie od dłuższego czasu bardzo popularne jest adaptowanie starych, nieużywanych hal i pomieszczeń poprzemysłowych na cele kulturalne lub mieszkaniowe. Tworzy się w nich kluby muzyczne albo buduje apartamentowce i tak zwane lofty, czyli mieszkania o wysokim standardzie i większej niż przeciętne powierzchni. Na przeprowadzki kraków do takich miejsc często decydują się osoby, które lubią mieć wokół siebie dużą przestrzeń. Podobnie jest z klubami, chyba nigdzie indziej nowoczesna elektronika nie pasuje tak dobrze, jak do starych, nieużywanych pofabrycznych wnętrz. Można je również wykorzystywać jako siedziby firm, na przykład naprawa rowerów Poznań. Niestety u nas koleje losu tego typu budynków z reguły wyglądają zawsze tak samo. Zakład jest likwidowany, jego obiekty zamykane i częściowo rozbierane, a czego nie dokona człowiek i maszyny rozbiórkowe, dokańcza upływający czas i siły natury, które niszczą pozostałe mury i hale stalowe. Po latach z danej hali zostają już tylko ruiny pozarastane krzakami, których jedynymi ewentualnymi mieszkańcami są bezdomni. Chlubnymi, choć nielicznymi wyjątkami od reguły są na szczęście obiekty takie jak Szyb Wilson w Katowicach czy hala Centrum Stocznia Gdańska, w których dość często odbywają się wydarzenia kulturalne różnej rangi. Wciąż jednak kolejne czekają na powrót do dni swojej największej świetności.

Kiedy spojrzymy na archiwalne zdjęcia z różnych miast, takie sprzed 30-40 lat, pierwsze co nas uderza to niezwykły porządek i dopasowanie do siebie ówczesnej architektury. Różnie to bywa z różnymi miastami, ale niedawno miałem okazję obejrzeć zbiór archiwalnych zdjęć wykonanych przed laty w Katowicach i to, co zobaczyłem wprawiło mnie w istne zdumienie. Jakim cudem kiedyś to miasto mogło prezentować się tak jednolicie i być takie zadbane, gdy tymczasem obecnie przypomina olbrzymią mozaikę różnokolorowych, pstrokatych elementów, z których żaden nie pasuje do sąsiednich? Jeden z powodów takiej różnicy to brak jakichkolwiek reklam zewnętrznych w ówczesnej rzeczywistości. Jedyne tego typu elementy to neony, z których niegdyś słynęły Katowice, i które sprawiały, że wieczorem to miasto wyglądało jak Nowy Jork oraz, jakbyśmy to dzisiaj nazwali, motywatory, czyli różne motywujące do pracy nad wspólnym dobrem napisy. Druga różnica to jednolita zabudowa – nie było kiedyś sytuacji, żeby betonowy blok sąsiadował jednocześnie z metalową kopułą i szklanym biurowcem. Dziś po prostu wykorzystuje się kolejne wolne działki i upycha w nich nową zabudowę, bez spojrzenia trzeźwym okiem, czy nowy budynek pasuje do pozostałych czy nie, a jedyne z czego należy się cieszyć, to coraz więcej sklepów, w których zdobyć można artykuły dziecięce, co kiedyś było wyjątkową rzadkością.

Właśnie stałem się świadkiem doskonałego przykładu gospodarowania (a raczej precyzyjnie mówiąc niegospodarności) pieniędzmi podatników. Jakiś czas temu na moim osiedlu zakończył się remont i przebudowa, polegająca na przedłużeniu, uliczki osiedlowej z miejscami parkingowymi. Wszystko pięknie zrobili, zasypali, położyli elegancką kostkę brukową… Dziś około ósmej rano zbudził mnie odgłos przypominający piłę lub szlifierkę. Spojrzałem za okno – tak! Dopiero co położoną drogę po tygodniu bądź dwóch od ukończenia prac rozcinają i rozkopują, bo zapewne po czasie okazało się, że coś źle zrobili albo o czymś zapomnieli. I teraz wszystkich okolicznych mieszkańców znowu czeka odgłos maszyn budowlanych, a przede wszystkim, kasa miasta znowu odczuje odpływ gotówki. A kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, wszyscy płacimy…

Jak już chyba cała Polska słyszała ruszył remont dworca kolejowego w Katowicach. Po długim okresie przepychanek i walki z inwestorem, obrońcy oryginalnej kielichowej konstrukcji katowickiej hali głównej dworca PKP musieli ustąpić i pogodzić się z porażką oraz faktem, że jedyna w swoim rodzaju konstrukcja zostanie wyburzona i – być może – postawiona od nowa, choć na pewno nie będzie to już to samo co oryginał. A na czym właściwie polega fenomen katowickich kielichów? Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że potężne i masywne na pozór betonowe kielichy tak naprawdę są niezwykle delikatną i wręcz ażurową konstrukcją, pustą w środku. Ściany każdego z ośmiu kielichów mają zaledwie kilka centymetrów grubości i składają się z betonowej wylewki wzmocnionej stalową kratownicą. Nawet dziś, choć takie rozwiązanie jest spotykane w halach dworcowych czy na lotniskach, wzbudza podziw i uznanie, jakim więc przełomowym wynalazkiem musiało być na początku lat 70 ubiegłego stulecia, gdy powstawał katowicki „brutal”, jak go określają jego obrońcy. Hala dworca to, oprócz Spodka i Superjednostki, jeden z nielicznych budynków, które są tak naprawdę symbolem Katowic i Śląska, i które jeszcze opierały się dzikiej modzie na nowoczesne, szklano-plastikowe pudełka, jakimi są kolejne biurowce i kolejne handlowe. Szkoda, że jeden z tych symboli wkrótce przestanie istnieć.

W projektowaniu otoczenia, w którym osoba niepełnosprawna będzie się czuła swobodnie, liczy się każdy, nawet najmniejszy detal, na który osoby zdrowe w życiu nie zwróciły by należytej uwagi. Czasem różnica kilku centymetrów w wysokości krawężnika, czy kilku stopni w nachyleniu podjazdów decyduje o tym, czy dany element architektoniczny jest dla osoby niepełnosprawnej użyteczny czy też nie. Ileż razy sam miałem okazję się o tym przekonać w sytuacjach, gdy na przykład do budynku prowadził podjazd, ale ze względu na dużą stromiznę był zupełnie bezużyteczny, chyba, że w grę wchodziła pomoc drugiej osoby. Pół biedy jeśli to była kwiaciarnia warszawa, czy jakieś hale wystawowe, ale gdy to był budynek administracji publicznej, takie sytuacje są niedopuszczalne. Mówię tu oczywiście z perspektywy osoby poruszającej się na wózku, z całkiem innymi problemami borykają się osoby z innymi dysfunkcjami, jak na przykład niewidomi. Poza tym często trzeba by jeszcze uwzględnić przyzwyczajenia konkretnych osób, wypracowane przez lata i ułatwiające im życie w takim a nie innym otoczeniu. Otoczenie i elementy, które mają pomagać niepełnosprawnym, powinny być skrojone na miarę, niczym spodnie ciążowe. Dlatego coraz częściej słyszy się o inicjatywach takich jak to, że studenci architektury już na studiach są przyzwyczajani i uczeni spojrzenia na świat właśnie z perspektywy osoby niepełnosprawnej – na przykład muszą poznać swoje otoczenie lub swoją uczelnię przez pryzmat wózka właśnie. To bardzo słuszne i wręcz niezbędne pomysły, by w późniejszej pracy architekci nie marnowali pieniędzy na ułatwienia, które tylko z pozoru są przydatnymi rozwiązaniami, a tak naprawdę okazują się jeszcze gorszymi utrudnieniami niż stan “surowy”.

Na blogu tym staramy się zamieszczać porady i sugestie przydatne w czasie zarówno budowy domu czy mieszkania jak i remontu. Doradzamy jakiego fachowca zatrudnić, jaką firmę wybrać, jaka instalacja będzie najbardziej odpowiednia do naszych potrzeb. Piszemy także o ciekawostkach związanych z budownictwem.